Nie-Lubie-PoniedzialkuKażde większe miasto ma takie miejsce, do którego przybywają kolejki spragnionych widoku artystycznego półświatka, które żyje własnym tempem. Przy szaroburych uliczkach kwitną wystawowe witryny lokalnych sprzedawców, rzemieślników, uzdolnionych malarzy czy rękodzielników. Przy kawiarnianych stolikach toczą się zacięte dyskusje o polityce, życiu, pieniądzach, sąsiadce z II piętra,  czy o Lidce co nie chciała Andrzeja. Przestrzeń pełna buntu, bezczelności, sprzecznych wartości, które żyją  w neutralizmie. 

Kraków ma Kazimierz, Berlin ma Kreuzberg, Londyn ma Soho, Wilno Zarzecze, Paryż 14 dzielnicę, a Wrocław Nadodrze. I wszystko było by w stosownym porządku, gdyby miasto przewidziało, że Nadodrze powinno być przyjazne przede wszystkim dla samych artystów.