Nie-Lubie-PoniedzialkuKażde większe miasto ma takie miejsce, do którego przybywają kolejki spragnionych widoku artystycznego półświatka, które żyje własnym tempem. Przy szaroburych uliczkach kwitną wystawowe witryny lokalnych sprzedawców, rzemieślników, uzdolnionych malarzy czy rękodzielników. Przy kawiarnianych stolikach toczą się zacięte dyskusje o polityce, życiu, pieniądzach, sąsiadce z II piętra,  czy o Lidce co nie chciała Andrzeja. Przestrzeń pełna buntu, bezczelności, sprzecznych wartości, które żyją  w neutralizmie. 

Kraków ma Kazimierz, Berlin ma Kreuzberg, Londyn ma Soho, Wilno Zarzecze, Paryż 14 dzielnicę, a Wrocław Nadodrze. I wszystko było by w stosownym porządku, gdyby miasto przewidziało, że Nadodrze powinno być przyjazne przede wszystkim dla samych artystów.

Berlin-Kreuzberg, Wrangelkiez, (C) Ohuizinga
Berlin-Kreuzberg, Wrangelkiez, (C) Ohuizinga

Projekt Artystyczne Nadodrze

Wchodzimy na stronę artystycznenadodrze.pl, natrafiamy na zachęcającą przepowiednię miejsca, które stworzone jest dla ludzi kreatywnych, otwartych, nastawionych na realizację swoich pasji i wizji, którzy swoje działania „widzą jako część tkanki miejskiej”. Jedziemy dalej i widzimy mapę z zaznaczonymi miejscami, które Artystyczne Nadodrze gorąco nam poleca. Ich ilość nie powala, bowiem mamy ich tam całe 25 sztuk. Na cały obszar Nadodrza zlokalizowany od ulicy Kurkowej do ulicy Jedności Narodowej znalazło się tylko 25 obiektów „artystycznych”, którymi może poszczycić się dzielnica, to jednak wydać by się mogło bardzo mało. Wśród nich kawiarnie, sklepy, galerie i jedno centrum rozwoju.

Zarzecze Art Inkubator. (C) Daumantas Kazdailis.
Zarzecze Art Inkubator. (C) Daumantas Kazdailis.

Idea nie jest zła

Inicjatywa i pomysł – super, doceniam działania zmierzające do rewitalizacji Nadodrza. Staje się coraz piękniejsze, zabytkowe kamienice są odnawiane, nowe inwestycje powodują napływ młodych, wykształconych ludzi średniej klasy. Inicjatywa taka jak ta, rozwija to miejsce nadając jej kształt i plastyczność w oczach mieszkańców i turystów. Pomijając fakt jednak zbyt ubogiej oferty „Artystycznego Nadodrza” to w samym zapleczu nie ma miejsca dla ludzi młodych, kreatywnych, pełnych pomysłów, ale dopiero co zaczynających. Nie ma tam także miejsca dla tych co jeszcze nie zaczęli, planują, ale chcą się jeszcze uczyć.

Mało i drogo

Za miejsce na galerię czy sklep z rękodziełem zapłacimy różnie, w zależności od metrażu i stanu tego metrażu (nie otworzymy tam niestety pracowni artystycznej – jest to wyjątek jaki trzeba spełnić by wynająć miejsce). Z ostatnich ogłoszeń, które nota bene pojawiają się rzadko, znajdziemy przetargi na lokale o powierzchni ok. 80 m2 za 990 zł netto (cena wywoławcza) albo 137 m2 za 2200 zł netto (cena wywoławcza) za miesiąc wynajmu. Do tego trzeba doliczyć zakres wydatków na remont, który zawiera takie komponenty jak wymiana instalacji, wymiana okien, wymiana tynków, odgrzybianie, malowanie, instalacja ogrzewania. Za wkład własny trzeba słono zapłacić. I tak nasuwa się zasadnicze pytanie, jaki wielki musi być artysta, żeby zaistnieć w artystycznej dzielnicy Wrocławia?

krakowski_kazimierz (0)
Kraków – Kazimierz

Obok pięknych sklepów z rękodziełem, klimatycznych kawiarenek i centrum rozwoju z płatnymi warsztatami, powinien znaleźć obowiązkowo punkt coworkingowy dla młodych, próbujących swych sił ludzi. Przestrzeń powinna być zaadaptowana tak, aby każdy mógłby znaleźć tam swoje miejsce, za niewielkie pieniądze doszkalać swój warsztat. Kreśli mi się miejsce otwarte na gapiów, młodocianych adeptów, którzy kątem oka łypią jak wygląda praca warsztatowa od kuchni. Marzy mi się alternatywa dla zwykłych, młodych artystów, którzy borykają się ze sztuką w pieleszach domowych. Miejsce, które będzie natchnieniem zarówno dla samych twórców jak i dla turystów. No i koniecznie musiałoby się znaleźć tam miejsce dla streetartu! Na takie miejsce się piszę, pisze się ja i także wiele innych.